|
|
Kontrole na budowie O tym, co dla deweloperów i przyszłych mieszkańców oznacza pozwolenie na użytkowanie budynku i jakie problemy pojawiają się po przeprowadzce, rozmawiamy z Markiem Adamowiczem - Powiatowym Inspektorem Nadzoru Budowlanego dla Miasta Wrocław
Nie ma przepisów zobowiązujących nas do kontrolowania każdej budowy. Najczęściej odbywa się to wtedy, kiedy pojawia się określony problem, gdy dostajemy zawiadomienie o jakiejś nieprawidłowości, skargę np. od sąsiadów czy instytucji Mało kto lubi mieszkać w sąsiedztwie budowy, więc o niezadowolenie sąsiadów nietrudno. Czy każda skarga, Skargi pochodzące od stron powodują automatyczne wszczęcie postępowania, nie ma innej możliwości zakończenia sprawy, natomiast wszystkie skargi od osób trzecich są najpierw analizowane pod kątem wystąpienia przesłanek do wszczęcia takiego postępowania. Skargę od przechodnia, który widzi, że coś jest nieprawidłowo, musimy najpierw przeanalizować. Nie może być ona potraktowana jako żądanie wszczęcia postępowania, tutaj decyzja należy do nas. A jak wygląda kwestia wydawania pozwolenia na użytkowanie? Jakie są konsekwencje wykrycia nieprawidłowości w trakcie kontroli poprzedzającej udzielenie pozwolenia na użytkowanie? Co to są istotne zmiany? Istotne zmiany, wymienione w przepi sach prawa budowlanego, dotyczą projektu zagospodarowania działki, podstawowych parametrów, takich jak: długość, wysokość, szerokość budynku, kubatura, liczba kondygnacji, zapewnienie warunków niezbędnych do korzystania z obiektu przez osoby niepełnosprawne, zmiany zamierzonego I inwestor liczy na to, że nikt się nie zorientuje? Co jeszcze powoduje, że niektórych zmian na budowie nie można zaakceptować? Na jakie odstępstwa deweloper zgody na pewno nie dostanie? Słyszałam o inwestorze, który próbował przymusić klientów do wykończenia mieszkań w bardzo krótkim terminie, argumentując, że inaczej nie dostanie pozwolenia na użytkowanie. Jak wygląda ta sprawa: czy wszyscy lokatorzy muszą mieć np. wykończoną łazienkę, żeby na całość inwestycji została udzielona zgoda na użytkowanie? Najczęstsza sytuacja jest taka, że inwestor występuje z wnioskiem o pozwolenie na użytkowanie w momencie niezakończenia robót wykończeniowych, kiedy nie są np. zainstalowane urządzenia sanitarne czy drzwi wewnętrzne. Musimy pamiętać o tym, co ta decyzja oznacza: mamy zgodzić się na użytkowanie czegoś, co nie spełnia podstawowych wymogów, bo brak baterii w łazience oznacza po prostu, że nie można korzystać z wody, a brak drzwi Kto później jest z tego rozliczany: mieszkańcy czy inwestor? Dla nas adresatem tej decyzji jest w dalszym ciągu inwestor. Nie przyjmujemy do wiadomości, że pojawia się nagle stu inwestorów, dla nas inwestor jest jeden i to on odpowiada za to, żeby na budowie było wszystko zrobione i doprowadzone do końca. Po upływie wyznaczonego terminu to od niego oczekujemy informacji o zakończeniu inwestycji. Nie wchodzimy w relacje między deweloperem a nabywcami mieszkań. Z reguły termin na dokończenie prac wykończeniowych jest wyznaczany zgodnie z wolą inwestora, który mówi nam, ile potrzebuje czasu, rzadko zdarza się, żebyśmy ingerowali. Jeżeli ktoś określa za długi termin nieuzasadniony technicznie i zostawia budowę długo nieukończoną, to wtedy interweniujemy, ale zazwyczaj działamy zgodnie z wolą inwestorów. Prawdopodobnie z tego biorą się wymagania inwestorów wobec nabywców. Sytuację bardziej drażliwe sprawdzamy. Była we Wrocławiu taka historia, że jeden z największych deweloperów uważał, że może się pozbyć problemu związanego z robotami wykończeniowymi i zawierał umowy z nabywcami mieszkań w taki sposób, że to oni powinni wszystko skończyć. Nawet w projekcie miał wpisane, że rola inwestora kończy się na stanie deweloperskim, a zapis ten znajdował się w części projektu, która podlega zatwierdzeniu przez organ wydający pozwolenie na budowę bez sprawdzania. Zapomniał tylko, że przedmiotem pozwolenia na użytkowanie jest obiekt, a nie zawartość pozwolenia na budowę, więc cała sprawa musiała zakończyć się zgodnie z prawem, czyli wyznaczyliśmy dodatkowy termin na roboty wykończeniowe i inwestor musiał ich dopilnować. A jak wygląda odbiór robót wykończeniowych? Wykończenia w mieszkaniach raczej nie sprawdzamy, opieramy się na danych od kierownika budowy, natomiast jeśli chodzi o dostępność dla osób niepełnosprawnych, to nie zawsze wierzymy w deklaracje, wolimy wszystko sprawdzić, bo w przypadku niewykonania skutkuje to postępowaniem zmierzającym do uchylenia pozwolenia na użytkowanie. Sprawy wykończeniowe to problemy niższej rangi, niestwarzające już takiego niebezpieczeństwa.
Czy mieszkańcy, którzy dostali już klucze, zgłaszają zauważone usterki do inspektoratu? Najczęściej są to skargi dotyczące jakości tych robót, wadliwego ocieplenia, jakichś przecieków, błędów instalacji. Muszę podkreślić, że nie sprawdzamy jakości wykonanych robót, nawet trudno byłoby odmówić pozwolenia na użytkowanie z powodu złej ich jakości, chyba że byłaby to jakaś rażąca wada naruszająca wprost konkretne przepisy. Natomiast ta jakość rozumiana w sensie estetycznym, dopóki nie narusza bezpieczeństwa, nie jest w zakresie naszych obserwacji. Najczęściej jednak strony nie chcą się z tym zgodzić. Trzeba pamiętać, że jeżeli inwestor dysponuje decyzją, to oznacza, że oparliśmy się przede wszystkim na oświadczeniu kierownika budowy i inspektora nadzoru inwestorskiego. Nie sprawdzamy tego jakościowo, więc trzeba zachować czujność i korzystać z przepisów prawnych, które pozwalają egzekwować pewne rzeczy od inwestorów. Szczególnie duża intensywność napływających do nas skarg występuje przed upływem trzech lat, czyli w okresie tzw. rękojmi, ponieważ właściciele mieszkań z reguły wiedzą, że swoje pretensje do sprzedającego mieszkanie mogą zaadresować do sądu cywilnego, ale to – jak każda sprawa cywilna – kosztuje, więc wszelkie skargi próbują składać do nas. Najczęściej A czy przy udzielaniu pozwolenia na użytkowanie są sprawdzane takie rzeczy, jak np. huśtawki na placu zabaw czy wyposażenie dla osiedla, które miało być strzeżone? To też jest dla nas pytanie, czy powinniśmy sprawdzać te huśtawki czy nie. Są pewne wymagania dla tzw. obiektów małej architektury, ale nie jest nigdzie ściśle określone, jakie te obiekty mają być. Jeżeli jest to wyszczególnione w projekcie, to się interesujemy, ale jeżeli jest to tylko ilustracja do projektu, wariantowe zagospodarowanie przestrzeni, jedna z możliwości, a nie część objęta pozwoleniem na budowę, to wtedy nie. W samym projekcie często mamy do czynienia z rysunkami, które mają naturę obrazków bez potwierdzenia w części opisowej, stąd biorą się te wątpliwości, co tak naprawdę jest przedmiotem pozwolenia. W sentencji decyzji na pewno mówi się o budynku, parkingach i drogach dojazdowych, ale już przyłącza znajdują się w osobnych projektach, które są potem zgłaszane i dla nas ważne jest, żeby były dobrze wykonane. Istnieją pewne niezbędne elementy zagospodarowania terenu, o których mówią przepisy i je egzekwujemy, takie jak: prawidłowe odprowadzanie ścieków, odpadków stałych, parkingi, które w niektórych sytuacjach nie mogą być pod oknami, jednak żadne przepisy nie wymagają np. postawienia ogrodzenia. Jeżeli osiedle miało być strzeżone, to tego nie egzekwujemy, jeżeli została zaprojektowana budka strażnicza, to tylko sprawdzamy, czy jest ona prawidłowo wybudowana. Duża część pretensji i skarg, które do nas potem spływają, wynika z rozminięcia się oczekiwań mieszkańców z realiami, zarówno w zakresie rozwiązań projektowych wewnątrz, jak i w zakresie zabudowy całej działki, a nawet otoczenia. Nabywcy nie sprawdzają przed zakupem, czy jeżeli mają z okna widok na piękną łąkę, to w miejscowych planach nie jest ona przewidziana pod zabudowę i za dwa lata nie wyrosną tu dziewięciopiętrowe budynki. I stąd późniejsze rozczarowania. Rozmawiała
Admin Adam Sowiński
|